
Rodzeństwo obudziło się o około 9:30. Pierwszy obudził się Mufasa. Podszedł do Taki i szturchnął go łapą w ramie.
Mufasa-Ej...Taka wstawaj!-Zawołał.
Taka-Em...co?-zapytał zaspanym głosem.
Mufasa-Całe stado już prawie wstało! Obudź się!-Pociągnął go za ucho.
Taka-Aha....Okej..-Leniwie wstał i przeciągnął się.
Brązowy podszedł do mamy i potarł się o jej pysk.
Uru-O witej Taka...-Zamruczała- Chcesz jeść?-podsunęła mu nosem udo antylopy.
Syn Ahadi'ego od razu rzucił się na mięso jakby nie jadł przez dwa tygodnie. Muffy podszedł do uda i zaczął także jeść. Gdy obydwoje się obydwoje się najedli Mufasa zapytał:
Mufasa-Mamo? Mogę iść się pobawić?
Uru-Jak to mogę? Możecie!-Odpowiedziała nieco zdenerwowana pytaniem syna-Taka także ma z tobą iść! Jesteście rodzeństwem.
Mufasa-Ech....No dobrze...Choć Taka....-Westchnął.
Zadowolony syn Uru w podskokach szedł za bratem.
Taka-Muffy gdzie idziemy?-Zapytał słodko.
Mufasa-Nad wodopój...
Taka-Dlaczego jesteś taki smutny?
Mufasa-Bo idę z Tobą!-Naskoczył dla zabawy dla brata.
Wcale nie był zły na matkę czy też na brata. Nawet był trochę szczęśliwy że młodszy braciszek idzie z nim.
Taka-Wypad!-Zawołał i próbował zepchnąć brata.
Brązowemu nie udawało się to wcale. Złoty sam musiał z niego zejść. Nagle w usłyszeli niedaleko siebie śmiechy. Zaciekawieni podeszli bliżej i zobaczyli przed sobą dwie lwiczki. Bawiły się ze sobą. Muffy usiadł i spoglądał na nie, lecz Taka chciał je poznać.
Mufasa-Gdzie ty idziesz?-Szepnął lekko zdenerwowany.
Taka-Przywitać się.-wzruszył ramionami i śmiało podszedł do lwiątek.
Taka-Wypad!-Zawołał i próbował zepchnąć brata.
Brązowemu nie udawało się to wcale. Złoty sam musiał z niego zejść. Nagle w usłyszeli niedaleko siebie śmiechy. Zaciekawieni podeszli bliżej i zobaczyli przed sobą dwie lwiczki. Bawiły się ze sobą. Muffy usiadł i spoglądał na nie, lecz Taka chciał je poznać.
Mufasa-Gdzie ty idziesz?-Szepnął lekko zdenerwowany.
Taka-Przywitać się.-wzruszył ramionami i śmiało podszedł do lwiątek.
Syn Ahadiego i Uru patrzył na niego ze złym wzrokiem. Chciał je pierwszy poznać! Tylko czekał na odpowiedni moment...
Taka-Hej! Mam na imię Taka!-Zawołał.
Jedna z lwiczek- Hejka Taka! Ja mam na imię Sarafina.-Uśmiechnęła się do lewka.
Druga lwiczka-Witaj! A ja mam na imię Sarabi-Przywitała się.
Sarafina-Taka bawimy się?-Zapytała.
Sarabi-W walkę!-Zawołała.
Taka-Okej!
Sarabi-Ja wygram!-Krzyknęła-Nie macie ze mną najmniejszych szans!
Sarafina-Akurat!

Mufasa nie wytrzymał. Podbiegł do nich z uśmiechem.
Mufasa-Hej! Ja mam na imię Mufasa!-Zawołał.
Sarabi-Witaj Mufasa...Ja mam na imię Sarabi.-Przywitała się zanim jej przyjaciółka zdążyła to zrobić.
Sarafina- Hej Mufasa! To jest Ta....-nie dokończyła ponieważ Muffy przerwał jej.
Mufasa-Wiem że to jest Taka. Znam go bardzo dobrze. Nawet mieszkamy razem...-Zachichotał.
Sarafina-Na serio? A gdzie mieszkacie?-Zapytała/
Taka-Na Lwiej Skale!-Zawołał.-Moja mama z jego tatą dobrze się znają.
Sarabi-Wow! Na Lwiej Skale.... Ja mieszkam w grocie przy wodopoju, a Saffi parę metrów ode mnie!
Sarafina-A kto jest twoim tatą Mufasa, a Twoją mamą Taka?-Tak jak Sarabi-niczego się nie domyśliła.
Mufasa- Moją mamą jest król Ahadi...-powstrzymywał się od śmiechu- A jego mamą królowa Uru!
Lwiczki stały z otwartymi pyszczkami. Jak mogły się nie domyśleć że oni są braćmi...przecież Taka wygląda jak Ahadi, a kolor futra ma Uru, a Mufasa wygląda jak Uru, a kolor sierści ma po ojcu.... Złoty wraz z brązowym wybuchnęli śmiechem gdy przyjaciółki patrzały na nich zdziwione.
Mufasa-Dałyście się wkręcić! Hahahahahahahaha!-Dodał.
Po chwili wszyscy zaczęli się śmiać.
Sarabi-Jak mogłyśmy być takie głupie...-powiedziała.
Sarafina-Od razu powinnyśmy się domyśleć!
Nagle zza trawy wyłoniła się postać lwiczki. Położyła się niedaleko przyjaciół.
Lwiczka-Z czego się chichracie?-Zapytała poważnym głosem.-Tak bez mnie?
Sarabi-Zira...-Westchnęła-Ignorujcie ją.-Zwróciła się do lewków.
Zira- Ojjjj..... Dlaczego macie mnie ignorować?-Powoli wstawała-Czyżbym wam przeszkadzała? Sarafina choć tu do mnie i przedstaw mi tych panów!
Sarabi-Saffi nie musisz!-Warknęła do Ziry.
Kremowa podeszła do siwej.
Sarafina-To jest....Luiz i....Mont....-Skłamała.
Zira-Akurat Ci uwierzę!-Zezłościła się-Gadaj mi już paskudo jak oni mają na imię!- w niby "przyjaźnym uśmiechu" wyszczerzyła swoje kły.
Sarafinę zatkało. Nie wiedziała co powiedzieć. Nie należała do tych które umieją się bronić.

Sarabi-Zira masz przestać!-Ruszyła by chronić przyjaciółkę.
Zira-A co mi zrobisz?-Warknęła do ciemnej kremowej.
Sarabi-TO!-Walnęła ją w pysk.
Szara upadła. Każdy swój wzrok wbił na nieprzytomną lwiczkę. Dopiero po paru minutach przyjaciele się otrząsnęli.
Sarabi-CO JA ZROBIŁAM!?-Upadła z płaczem na ziemię.
Sarafina-Nie przejmuj się Sabbi! Będzie dobrze! Nie płacz!-Przytuliła Sarabi.
Mufasa-Musimy coś zrobić!-Zawołał.
Sarabi-Amerykę normalnie odkryłeś! Co mamy zrobić?!-Zawołała przez łzy.
Taka-Pobiegnę po wodę!-Zawołał i pobiegł nad wodopój.
Wspiął się na palmę i zerwał kokosa. Szybko zeskoczył z drzewa i rozłupał na pół kokosa. Mleko wylał, a w środek nalał wodę. Pędem wrócił, lecz uważał by nie wylać wody. Gdy wrócił chciał już oblać szarą, lecz Sarabi mu wrwała "miskę" z pyska. Wylała wodę na nieprzytomną, a ta ocknęła się szybko.
Zira-Co...Sarabi! Sarafina! I wy jak tam macie! Jesteście idiotami i tyle.-Zawołała powstrzymując się od płaczu i odbiegła.
Wszyscy smutnym wzrokiem patrzeli jak odbiega. Muffy cięzko westchnął, Sarabi usiadła i spojrzała na ziemię, a Sarafina siedziała i patrzała w niebo smutnym wzrokiem. Jedynie Taka pobiegł za nią. Nikt tego nawet nie zauważył.
Ahadi-Mufasa! Choć do mnie i weź Takę! Obiad!-Zawołał gdy znalazł się niedaleko Muffy'ego.
Mufasa-Dobrze...Ta....TAKA GDZIE JESTEŚ?!-Zawołał.
Jego brat już dawno był daleko od nich. Pragnął znaleźć Zirę i wszystko wytłumaczyć. Nagle usłyszał cichy szloch za pieńkiem. Podszedł do niego i położył przednie łapki na nim. Za pniem chowała się zapłakana Zira.
Zira-Czego chcesz?!-Zawołała niezbyt głośno.
Taka-Ja...Ja nic Ci nie zrobiłem...-powiedział-A Sarabi zrobiła tylko taki odruch. Chciała bronić Sarafinę... Gdybyś ty chciała obronić swoja najlepszą przyjaciółkę też byś to zrobiła..-mówił łagodnym i spokojnym głosem.
Zira-Tyle że ja nie mam przyjaciół!-Łkała.
Taka-Gdybyś się zmieniła trochę. Przestań,bez obrazy, być wredna i chamska. Nie rozkazuj innym i stań się miła i pomocna.-Uśmiechnął się lekko.
Zira-A...to na pewno pomoże?-Przestała płakać.
Taka-Na pewno....

(Tak na niby Zira nie ma zranionego ucha. )
Ahadi-TAKA! Choć już! Obiad!-Krzyknął gdy przechodził niedaleko nich wraz z Mufasą.
Taka-Pa Zira... I myślę że mnie posłuchasz...-Westchnął i zaczął odchodzić.- Idę tato!
Taka-Hej! Mam na imię Taka!-Zawołał.
Jedna z lwiczek- Hejka Taka! Ja mam na imię Sarafina.-Uśmiechnęła się do lewka.
Druga lwiczka-Witaj! A ja mam na imię Sarabi-Przywitała się.
Sarafina-Taka bawimy się?-Zapytała.
Sarabi-W walkę!-Zawołała.
Taka-Okej!
Sarabi-Ja wygram!-Krzyknęła-Nie macie ze mną najmniejszych szans!
Sarafina-Akurat!

Mufasa nie wytrzymał. Podbiegł do nich z uśmiechem.
Mufasa-Hej! Ja mam na imię Mufasa!-Zawołał.
Sarabi-Witaj Mufasa...Ja mam na imię Sarabi.-Przywitała się zanim jej przyjaciółka zdążyła to zrobić.
Sarafina- Hej Mufasa! To jest Ta....-nie dokończyła ponieważ Muffy przerwał jej.
Mufasa-Wiem że to jest Taka. Znam go bardzo dobrze. Nawet mieszkamy razem...-Zachichotał.
Sarafina-Na serio? A gdzie mieszkacie?-Zapytała/
Taka-Na Lwiej Skale!-Zawołał.-Moja mama z jego tatą dobrze się znają.
Sarabi-Wow! Na Lwiej Skale.... Ja mieszkam w grocie przy wodopoju, a Saffi parę metrów ode mnie!
Sarafina-A kto jest twoim tatą Mufasa, a Twoją mamą Taka?-Tak jak Sarabi-niczego się nie domyśliła.
Mufasa- Moją mamą jest król Ahadi...-powstrzymywał się od śmiechu- A jego mamą królowa Uru!
Lwiczki stały z otwartymi pyszczkami. Jak mogły się nie domyśleć że oni są braćmi...przecież Taka wygląda jak Ahadi, a kolor futra ma Uru, a Mufasa wygląda jak Uru, a kolor sierści ma po ojcu.... Złoty wraz z brązowym wybuchnęli śmiechem gdy przyjaciółki patrzały na nich zdziwione.
Mufasa-Dałyście się wkręcić! Hahahahahahahaha!-Dodał.
Po chwili wszyscy zaczęli się śmiać.
Sarabi-Jak mogłyśmy być takie głupie...-powiedziała.
Sarafina-Od razu powinnyśmy się domyśleć!
Nagle zza trawy wyłoniła się postać lwiczki. Położyła się niedaleko przyjaciół.
Lwiczka-Z czego się chichracie?-Zapytała poważnym głosem.-Tak bez mnie?
Sarabi-Zira...-Westchnęła-Ignorujcie ją.-Zwróciła się do lewków.
Zira- Ojjjj..... Dlaczego macie mnie ignorować?-Powoli wstawała-Czyżbym wam przeszkadzała? Sarafina choć tu do mnie i przedstaw mi tych panów!
Sarabi-Saffi nie musisz!-Warknęła do Ziry.
Kremowa podeszła do siwej.
Sarafina-To jest....Luiz i....Mont....-Skłamała.
Zira-Akurat Ci uwierzę!-Zezłościła się-Gadaj mi już paskudo jak oni mają na imię!- w niby "przyjaźnym uśmiechu" wyszczerzyła swoje kły.
Sarafinę zatkało. Nie wiedziała co powiedzieć. Nie należała do tych które umieją się bronić.

Sarabi-Zira masz przestać!-Ruszyła by chronić przyjaciółkę.
Zira-A co mi zrobisz?-Warknęła do ciemnej kremowej.
Sarabi-TO!-Walnęła ją w pysk.
Szara upadła. Każdy swój wzrok wbił na nieprzytomną lwiczkę. Dopiero po paru minutach przyjaciele się otrząsnęli.
Sarabi-CO JA ZROBIŁAM!?-Upadła z płaczem na ziemię.
Sarafina-Nie przejmuj się Sabbi! Będzie dobrze! Nie płacz!-Przytuliła Sarabi.
Mufasa-Musimy coś zrobić!-Zawołał.
Sarabi-Amerykę normalnie odkryłeś! Co mamy zrobić?!-Zawołała przez łzy.
Taka-Pobiegnę po wodę!-Zawołał i pobiegł nad wodopój.
Wspiął się na palmę i zerwał kokosa. Szybko zeskoczył z drzewa i rozłupał na pół kokosa. Mleko wylał, a w środek nalał wodę. Pędem wrócił, lecz uważał by nie wylać wody. Gdy wrócił chciał już oblać szarą, lecz Sarabi mu wrwała "miskę" z pyska. Wylała wodę na nieprzytomną, a ta ocknęła się szybko.
Zira-Co...Sarabi! Sarafina! I wy jak tam macie! Jesteście idiotami i tyle.-Zawołała powstrzymując się od płaczu i odbiegła.
Wszyscy smutnym wzrokiem patrzeli jak odbiega. Muffy cięzko westchnął, Sarabi usiadła i spojrzała na ziemię, a Sarafina siedziała i patrzała w niebo smutnym wzrokiem. Jedynie Taka pobiegł za nią. Nikt tego nawet nie zauważył.
Ahadi-Mufasa! Choć do mnie i weź Takę! Obiad!-Zawołał gdy znalazł się niedaleko Muffy'ego.
Mufasa-Dobrze...Ta....TAKA GDZIE JESTEŚ?!-Zawołał.
Jego brat już dawno był daleko od nich. Pragnął znaleźć Zirę i wszystko wytłumaczyć. Nagle usłyszał cichy szloch za pieńkiem. Podszedł do niego i położył przednie łapki na nim. Za pniem chowała się zapłakana Zira.
Zira-Czego chcesz?!-Zawołała niezbyt głośno.
Taka-Ja...Ja nic Ci nie zrobiłem...-powiedział-A Sarabi zrobiła tylko taki odruch. Chciała bronić Sarafinę... Gdybyś ty chciała obronić swoja najlepszą przyjaciółkę też byś to zrobiła..-mówił łagodnym i spokojnym głosem.
Zira-Tyle że ja nie mam przyjaciół!-Łkała.
Taka-Gdybyś się zmieniła trochę. Przestań,bez obrazy, być wredna i chamska. Nie rozkazuj innym i stań się miła i pomocna.-Uśmiechnął się lekko.
Zira-A...to na pewno pomoże?-Przestała płakać.
Taka-Na pewno....

(Tak na niby Zira nie ma zranionego ucha. )
Ahadi-TAKA! Choć już! Obiad!-Krzyknął gdy przechodził niedaleko nich wraz z Mufasą.
Taka-Pa Zira... I myślę że mnie posłuchasz...-Westchnął i zaczął odchodzić.- Idę tato!
Jejku kolejny post! Bardzo się cieszę, że Mufasa i Taka spotkali Sarabi i Sarafinę, przynajmniej teraz będą mieli więcej osób do zabawy niż tylko "własne ogony". I jeszcze Zira. Mam nadzieję, że rada brązowego lwiaka jej pomoże. Pozdrawiam i czekam na kolejnego posta
OdpowiedzUsuńKarolina Love♥
Świetne. Czekam z niecierpliwością na cd. Pozdrawiam i życze weny :) Gabu21
OdpowiedzUsuńBardzo mi się podobało :3.Mam nadzieję,że kolejny pojawi się nie długo.Życzę weny..dużo weny.:3
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę miłego dnia~~